Grzegorz Skorupski


Bez wstępów i zbędnego słowotoku/pisotoku (ciekawe słowo mi się pojawiło, szczególnie gdyby z dwie literki dużymi uczynić). Do rzeczy! Od czasu do czasu ktoś wpadnie na pomysł dowiedzieć się czegoś więcej o moich książkach. I wtedy pojawia się nieśmiertelne pytanie: Skąd pan czerpie pomysły na książkę? Wrrr… Znajomy dziennikarz opowiadał mi, że ponoć kiedyś Skiba miał przeprowadzić ciekawy dialog z jedną z lokalnych dziennikarek. Po zadaniu standardowego pytania o źródło czerpania pomysłów, Skiba spojrzał z błyskiem w oku w kamerę:
- A mogę brutalnie?
- Hmm… Proszę – odparło niepewnie dziewczę z mikrofonem.
- Z głowy!
- Ufff.
- Bo przecież, że nie z dupy!
Zawsze muszę ugryźć się w język, by nie palnąć czegoś podobnego. A pomysły nie biorę, nie kopiuję, nie szukam. Zjawiają się same, kiedy uważam, że jakiś temat powinienem poruszyć…
Jesień/grudzień 1911. „Smak błękitu”, bo miałem ochotę stworzyć trochę jesienny, melancholijny klimat deszczowych ulic i samotnego człowieka, rzuconego w nowe miejsce. Do tego oczywiście poezja młodopolska i dekadentyzm – wszak jesteśmy zaledwie 3 lata przed wybuchem wojny, więc i pytania o sens. W tej rzeczywistości, gdzie chyba sam bohater do końca nie wie, co dzieje się naprawdę, pojawia się morderstwo. Ono musiało tam się pojawić.
Marzec 1920. W „Dłoniach śmierci” chciałem nawiązać do koszmaru I wojny światowej. Nie tylko jej skutków materialnych, ale tego, co zrobiła z psychiką człowieka, czyli w konsekwencji społeczeństw. Tytuł nie ma celu być tylko chwytem przyciągającym czytelnika. „Dłonie” funkcjonują w książce na wielu płaszczyznach. Mroczne, zimne ulice. Ludzie, którzy nie mogą zapomnieć. Wojna, która nadal jest obecna. I wszechogarniające poczucie tymczasowości i niepewności. W takiej rzeczywistości morderstwo samo się rodzi.
A co dalej? Tytuł roboczy „Dom pod czarną olszą”. Wrzesień 1930. Wybory brzeskie. Politycy, walka o władze, emocje i uczucia. Pytanie o życie w rządzonym autorytarnie państwie.
Piszę, bo „coś mnie porusza”, bo chcę o czym opowiedzieć. Chciałbym, żeby moje książki nie stanowiły tylko zagadki kryminalnej (choć zawsze staram się mocno ją skomplikować), ale przybliżały określoną rzeczywistość. I miały swój nastrój.