Grzegorz Skorupski

Grzegorz Skorupski

     Dziś  wydawać się może oczywiste, że pozbawienie kogoś życia stanowi największe zło. Co zawsze mnie dziwiło:  istnieją zwolennicy odbierania życia, jako odwet za odebranie życia. Co jeszcze ciekawsze, nawet w kręgach religijnych, w których zakaz zabijania znajduje się w pierwszej dziesiątce priorytetów.

    Tymczasem kara za morderstwo nie zawsze jawiła się jako coś tak oczywistego. Mimo że już 18 wieków przed Chrystusem władca Babilonu Hammurabi „opublikował” na kamiennej steli prawo „oko za oko” i życie za życie, ale dotyczyło to tylko ludzi równego stanu. W średniowieczu można było stracić głowę nawet za gwałt czy kradzież. I znów „tak, ale” nie wszystkich to dotyczyło. Dzisiejsze ujęcie zbrodni zawdzięczamy dopiero czasom oświecenia. Zupełnie inaczej rozumiano pojęcie morderstwa jeszcze kilka wieków temu.

    W pierwszych latach czasów nowożytnych formę służebności państwa ograniczono właściwie tylko do obrony przed napaścią wroga zewnętrznego. Nawet kwestie związane z przestępczością regulowane były na podstawie bezpośredniej umowy pomiędzy ofiarą a sprawcą.

   Przed sądem burmistrzowskim 4 marca 1595 roku w Gostyniu zapisano warunki ugody podpisanej w mieszkaniu Damagały, pomiędzy Hanusem z Gościńca, którego parobkowie Marcin i Jan dopuścili się morderstwa Łukasza Golczyka, a bratem ofiary Jakubem. Winni zbrodni zobowiązali się do zapłacenia krewnemu zamordowanego kwoty 16 grzywien. Oprócz tego parobek Marcin, prawdopodobnie główny winny przestępstwa, zobowiązany był nosić krzyż w publicznej procesji przez dwie niedziele. Warto zwrócić uwagę na aspekty umowy: zadośćuczynienie finansowe oraz żal za swój czyn wyrażony publicznie. Ta sprawa nie była wyjątkowa. Na początku kolejnego stulecia, w  1606 roku mielczarz (osoba przygotowująca słód do warzenia piwa) Jan z Rogaczewa zabił Kuczynę z Krzywinia. Sprawę przeciw zabójcy wnieśli bracia zamordowanego: Wojciech, Maciej i Stanisław, synowie Andrzeja Kuczyny z Gostynia. Wyrok w tej sprawie może dziś szokować. Zabójca Kuczyny musiał wypłacić braciom Jana w dwóch ratach 22 grzywny, przeprosić ich oraz wykonać pokutę.

   I tu, właśnie w związku z pokutą, pojawia się ciekawy obraz obyczajów sprzed 400 lat. Jan jako pokutę musiał (w obecności dwóch braci nieboszczyka) leżeć krzyżem na grobie Kuczyny przed wielką mszą. Podczas kolejnych dwóch mszy niedzielnych miał stać przed kruchtą w Iskoci (miejsce, gdzie pochowano zamordowanego – dziś trudno ustalić o jaką miejscowość chodzi). Wykonanie części pokuty miało miejsce również w Gostyniu: przez trzy kolejne niedzielne msze Jan miał stać przed kruchtą wkunie y za ręce przez całą mszą wielgą począwszy od procesiey wespołek stą bronią która ma wisieć nad nim. Nie potrafię określić, co oznaczało wkunie y za ręce. Być może chodziło o rodzaj dyb lub szaty pokutnej?

   Jak widać, duże znaczenie dla społeczności lokalnej miało napiętnowanie przestępcy i ukazanie jego żalu za dokonany czyn. Czasem proza życia zmuszała do wybrania zapłaty za śmierć na przykład męża, co zapewniało utrzymanie wdowy do czasu aż znalazła sobie kolejnego wybrańca. Szokujące dziś? Dla ludzi z epoki: proste i logiczne.