Grzegorz Skorupski

   Akcja moich książek dzieje się w Gostyniu, mieście położonym w południowo-zachodniej Wielkopolsce. Dlaczego? Lubię to miasto, ot co. Ale z drugiej strony jest ono bardzo ciekawe. Kiedy po studiach wróciłem do Gostynia, patrzyłem na regionalistów z pewnym lekceważeniem. "Poznań... tak, tam to się działo. Nie to, co na prowincji" O naiwności i bezczelna pewność siebie młodości! :)

   Dopiero kiedy proza życia - koniecznośc wypełniania tekstem historycznym stron lokalnego pisma, skłoniła mnie do zainteresowania się historią MOJEGO MIASTA, odkryłem, że jest arcyciekawa. W tej małej miejscowości odbijały się wszelkie wydarzenia wielkiego świata: powstania, bunty, wojny, zarazy, konflikty religijne i ideologiczne! Casem może nawet mocniej niż w stolicy regionu. Ale co się dziwić, jeżeli miasto założono 1 kwietnia :).

   W tym miejscu wypada przeprosić czytelników za tytuł, choć właściwie, przyznam, przeprosiny to nieszczere, bo tytułu nie zmienię! Jak mój ulubiony Józef Szwejk mawiał, pewne rzeczy są grubiańskie z zasady i nie można ich zastąpić czułymi słowkami. A skoro miasto założone w Prima Aprilis, to i walka z zaborcą czasem przekraczała pewne schematy.

   W drugiej połowie lat pięćdziesiątych XIX wieku, po klęsce w wojnie krymskiej rozpoczęła się odwilż posewastopolska. Również w zaborze pruskim obserwowano,  co dzieje się na ziemiach polskich oddzielonych granicą. W Gostyniu dorośli i młodzież zbierali się wieczorami i rozmawiali o nowych inicjatywach patriotów w Kongresówce, walce na stroje, manifestacjach i tragicznych starciach na ulicach Warszawy. Często spotkania takie odbywały się w miejscowym browarze. Młodzi gostynianie ze szczególną niechęcią odnosili się do widniejącego na budynku deputacji sądowej w Rynku symbolu pruskiej okupacji – czarnego orła. Jak postanowiono go wyeliminować? Odpowiedzią niech będzie barwny tytuł raportu Kriebera, członka krobskiego objazdu Krotoszyńskiej Komendy Obwodowej 5. Brygady Żandarmerii dotyczący tej sprawy: Doniesienie o zasmarowaniu pruskiego orła na budynku tutejszej Królewskiej Powiatowej Deputacji Sądowej czerwoną farbą i zanieczyszczenie zewnętrznych drzwi i orła przy tutejszym domu magistrackiego kałem ludzkim.
     Może niekonwencjonalne działanie, ale jakże skuteczne! Tak  sprofanowanego godła władze pruskie nie śmiały ponownie powiesić! Dwa lata później orzeł pruski nadal nie wisiał na budynku Magistratu, co zauważał zgorszony tym faktem pruski oficer. Po jego interwencji w sprawie godła pruskiego, wyjaśniono mu, że stan taki istnieje już (…) dłuższem czasem, ponieważ zanieczyszczono go kałem.

   Oczywiście władze natychmiast przystąpiły do szczegółowych czynności śledczych. Ślady farby prowadziły do cukiernika Leopolda Barwickiego. Jednak zarówno jego przesłuchanie, jak i pracownic cukierni: Katarzyny Schram oraz Jadwigi Bazałkówny z Lipia nie przyniosły żadnych rezultatów. Wobec ogólnej zmowy milczenia sprawa została zamknięta.

   Dopiero po odzyskaniu niepodległości ujawniono nazwiska autorów zamachu na pruskiego orła. Była to grupa młodych ludzi: piwowar Jan Borowicz, bednarz Walenty Borowicz, Józef Kiżwalter, Walenty Klupś i Koprowiak. Plan skalania godła państwowego zaborcy powstał podczas spotkań w gostyńskim browarze. Józef Kiżwalter stał na czatach, podczas gdy pozostała czwórka dokonywała skutecznej profanacji pruskiego symbolu okupacji Polski.

   W sumie szkoda, że o takich czynach nie mówi się w podręcznikach historii :). Bo walczyć można różnie: szablą, piórem a nawet g....